KMiNa Lab. Krytyczne myślenie – co to takiego?
WięcejUłatwienia dostępu
Metoda naukowa - narzędzie bezpośrednio powiązane z krytycznym myśleniem - jest przedmiotem eseju Dariusza Aksamita, popularyzatora nauki i jednego z ekspertów KMiNa Lab. W jaki sposób metoda naukowa (i technologie) przełamują ograniczenia naszych zmysłów, ale też naszego umysłu? Zapraszamy do lektury!
„Człowiekiem jestem, nic, co ludzkie, nie jest mi obce”, ponoć pisał Terencjusz (tak mi mówili w szkole i tak sprawdziłem w Internecie, ale kim on właściwie był i skąd to wiadomo?). Jako, że i ja jestem człowiekiem (skąd to wiem?), to nie jest mi zatem obce błądzenie, mylenie fantazji z rzeczywistością, traktowanie iluzji tworzonych przez mój mózg jako czegoś prawdziwego ani wiara we własną obiektywność.
Jestem człowiekiem, więc słyszę dźwięki tylko w pewnym zakresie częstotliwości i tylko powyżej pewnego poziomu głośności, kompletnie nieświadomy całego krajobrazu dźwięków roztaczającego się poza tym, co jest dla mnie słyszalne. Jestem człowiekiem, więc widzę tylko pewien wąziutki wycinek widma fal elektromagnetycznych, arogancko nazywanego w fizyce widzialnym, jakby to sposób budowy zmysłu jednego gatunku spośród dziesiątek milionów miał decydować o tym, jak nazywamy rzeczywistość, w której one wszystkie funkcjonują. Ale że jestem człowiekiem w XXI wieku, to technologia pozwala mi przezwyciężać te biologiczne ograniczenia – w przystępnej cenie mogę kupić mikrofon ultradźwiękowy podłączany przez USB do telefonu, bezczelnie podsłuchując, co tam nietoperze szepcą do siebie wieczorem nad naszymi głowami. Za mniej niż dwa tysiące można sprawić sobie dodatkowo kamerę termowizyjną do obserwacji podczerwieni. Za kilkanaście złotych można kupić drut i zrobić z niego antenę (jeśli się umie). Technologia pozwala nam poszerzyć badanie świata poza ograniczenia narzędzi, w które wyposażyła nas ewolucja. Ale… Ale skąd w ogóle pomysł, żeby szukać tam, gdzie niczego nie ma? Po co słuchać ciszy, po co patrzeć w mrok?
...do krakowskiego Cogiteonu (sala Eon) już 27 października 2026 r. o godz. 11.30.
Bilet kosztuje tylko 7 zł, a z wejściówką na wystawę można wejść za darmo po odbiorze biletów w kasach.
Ponieważ jestem człowiekiem, zdaję sobie sprawę z tego, że jestem człowiekiem – wiem, że to zdanie brzmi na pierwszy rzut oka absurdalnie, ale zawiera w sobie bardzo ważne pojęcie samoświadomości. Wiem, że ja to ja i że to ja jest oddzielne od innych stworzeń wokół i od otaczającego środowiska. Ja to ja i ja to wiem, patrząc w lustro. Nie to, żeby czyniło to nas wyjątkowymi, bo sroki, i delfiny, i słonie, i inne naczelne też są samoświadome, a my - ludzie, dopiero po kilkunastu miesiącach od urodzenia rozwijamy w sobie tę zdolność. Skupmy się na tym, że ją mamy. Teraz pojawia się większy problem – ja widzę, że ja to ja, a pies to pies. Ale skąd mam wiedzieć, co i jak widzi pies? Czy pies wie, że ja to ja, a on to on? Jak on mnie w ogóle widzi?
Droga osobo czytająca, podejrzewam, że Cię zaskoczę: cały ten akapit, który brzmi jak lanie wody o oczywistościach, w rzeczywistości nie mógłby powstać sto lat temu. Piszę z perspektywy osoby, która kojarzy kilka odkryć naukowych z XX wieku. Pisząc ten tekst dwieście lat temu, nie przyszłoby mi pewnie do głowy, żeby spróbować spojrzeć na świat „nie swoimi oczami” – jako elegancki arystokrata czy przemysłowiec żyłbym w duchu swej epoki zgodnie z jej przekonaniami, czyli uważałbym siebie za koronę stworzenia. A psami bym się nie zajmował, przecież „to tylko zwierzęta”, bez duszy i takich tam. Tylko ludzie są warci uwagi i to względem ludzi trzeba tworzyć wszystkie pojęcia i sądy. Antropocentryzm. Podręcznik z fizyki wyróżnia światło widzialne, a nie światło widzialne m.in. dla przedstawicieli gatunku Homo sapiens.
Co to jest KMiNa Lab?
Otwieramy przestrzeń
poświęconą krytycznemu myśleniu!
KMiNa Lab (Krytyczne Myślenie i Nauka) to zarówno teksty i inne wirtualne materiały poświęcone poznawaniu świata i podejmowaniu decyzji (tak, tym zajmuje się krytyczne myślenie), jak i realne spotkania z praktykami. Podpowiedzą oni m.in., jak szukać i sprawdzać informacje oraz jak nie dać się złapać w pułapkę fake newsów.
O czym dotąd pisaliśmy:
Może dlatego w 1800 roku William Herschel był tak zaszokowany, patrząc na swoje termometry. Rozłożył je na stole w pewnych odstępach, bo miał ciekawy pomysł, żeby rozszczepić światło i sprawdzić, czy każdy kolor tęczy niesie ze sobą tyle samo energii. Czy termometr bardziej się nagrzeje pod zielonym czy pod niebieskim światłem? A może od czerwonego? A tu klops: termometr, który leżał w cieniu, tylko dla porównania, o ile temperatura tych oświetlonych wzrosła względem temperatury pokoju, ten właśnie się nagrzał najbardziej! Tak sam z siebie, leżąc w cieniu?! Tak, tuż obok czerwonego końca tęczy... Dziś nikogo to nie zaskoczy, bo o tym, że istnieje podczerwień albo promieniowanie podczerwone, dzieci obowiązkowo uczą się w szkole, a nawet jeśli tę lekcję ominęły, to widziały na filmach z Predatorem, komandosami lub myśliwymi, jak wygląda obraz w kamerze termowizyjnej. Dwieście lat później to chleb powszedni, tak jak to, że komunikujemy się za pomocą niewidzialnego przecież Wi-Fi, Bluetooth i 5G, słuchamy radia i robimy prześwietlenia rentgenowskie. A i mamy detektory fal grawitacyjnych. I inne takie.
Ta niewinna zmiana w myśleniu, że nie jesteśmy ani koroną stworzenia, ani pępkiem świata, tylko jednym z wielu, wielu, wielu organizmów i tylko/aż częścią świata wokół, ma daleko idące konsekwencje – dla mnie najważniejsza w Nauce tudzież byciu naukowcem jest płynąca z tego stwierdzenia pokora - wobec własnej niewiedzy, własnych ograniczeń, wobec nieistotności naszego losu dla losów wszechświata, wobec nieistotności czasu trwania naszego życia w skali geologicznej. To pokora, która wyzwala ciekawość, aby ten świat badać, z pełną otwartością na to, co takie badanie przyniesie. Ludzie, którzy tej pokory w sobie jeszcze nie mieli, jeszcze w latach 70. XX wieku pouczali Jane Goodall, że „głupoty się dziewczynie wydajo”, posiedziała w buszu i twierdzi, że małpy mają emocje, lol i xd. Dziś jest oczywiste, że wszystkie naczelne mają świadomość, rozwinięte zdolności poznawcze, przeżywają stany emocjonalne (tak jak my się zakochują, tęsknią, cierpią, cieszą się, bawią), a od dekad dąży się do ograniczenia badań np. na szympansach wyłącznie do takich, jakie wolno prowadzić na ludziach – genetycznych i psychologicznych (patrz: The Great Ape Protection Act z 2008 roku).

Ale ale ale, zaraz ktoś powie, gdzie tu mowa o pokorze w przypadku takiego Galileusza, który zamiast ze schyloną głową powtarzać nauki Wielkich Starożytnych Nauczycieli miał czelność pokazać, że głupoty gadali? Czy to nie arogancja z jego strony, aby pokazać prostym eksperymentem, że przez półtora tysiąca lat bezmyślnie powtarzano bzdury na temat fizyki, które wymyślił sobie Arystoteles? Jak to, twierdzące że „ciężkie ciała spadają szybciej”, skoro wystarczy wziąć dwie kartki papieru o tej samej masie i upuścić je: jedną naturalnie płaską, a drugą po uprzednim zgnieceniu w kulkę? To akurat moja wersja doświadczenia Galileusza, prostsza do pokazania niż jego oryginał z wielkimi i ciężkimi kulami, na tyle ciężkimi, że można było zaniedbać wpływ oporu powietrza (polecam zapoznać się z wersją droższą tego doświadczenia: upuszczanie przedmiotów na Księżycu w trakcie misji Apollo 15 oraz nagrania spadających piór i kuli do kręgli w największej komorze próżniowej na świecie).
Dla mnie to nie arogancja, ale właśnie walka z arogancją i pokora wobec przyrody. Zwał jak zwał, ważne, że przyrody w ogóle nie obchodzi, jak to nazwiemy (bo to nie osoba, jakbyśmy antropocentrycznie o tym nie myśleli) – a każda masa spada w tym samym czasie, jeśli wpływ oporu powietrza jest zaniedbywalny.
Jestem człowiekiem żyjącym już prawie 400 lat po stworzeniu metody naukowej. Dla mnie, jako naukowca, nie ma znaczenia, co ktoś powie, w nauce znaczenia ma tylko wynik doświadczenia. Nie siła autorytetu, a siła dowodu eksperymentalnego decyduje o sile twierdzenia lub teorii. To świetny czas, gdy po raz pierwszy jako gatunek zaczynamy jako tako rozumieć siebie i świat wokół. Ale ile byśmy nie wykonali badań nad kwazarami, neurobiologią czy Wielkim Wybuchem, to… nadal jesteśmy ludźmi.
Nauka stworzyła technologię, technologia stworzyła nam protezy zmysłów tam, gdzie one zawodzą – instrumenty mogą badać rzeczywistość, której jako gatunek nie doświadczamy zmysłowo. Te protezy nie zmieniają jednak faktu, że Człowiek z Cro-Magnon, żyjący 40 tysięcy lat temu, to „człowiek anatomicznie współczesny” – możemy zakładać kolejne aparaty słuchowe i kamery, ale procesować je będzie ten sam mózg, który nie tak dawno zajmował się zbieraniem jagód i polowaniem na mamuty. A to mózg człowieka, który był zbyt zajęty walką o przetrwanie, by poświęcać się poznaniu obiektywnej prawdy o świecie. Do dziś dostrzegamy twarze w plamie oleju i wyciągnięte dłonie w gałęziach drzew – to pozostałość po czasach, w których brak reakcji na fragmenty oblicza drapieżnika w krzakach kończyło się śmiercią. Lepiej było rozpoznawać „twarze” i uciekać nawet na wyrost, niż nie rozpoznać i dać się zjeść. Wiara w coś, czego nie ma (rzekomego tygrysa w krzakach), to jeden z tysięcy przykładów artefaktów naszego mózgu, których nie pozbędziemy się, bo po prostu są częścią jego funkcjonowania, które przez dziesiątki tysięcy lat pozwalało nam przeżyć z dnia na dzień.
Zostawiam ten fascynujący temat kognitywistom na inny artykuł. Ja tylko spytam, czy taki to mózg nadaje się do poszukiwania „obiektywnej prawdy o otaczającej rzeczywistości”? Nie. Nie, ale… ALE tak jak kamera termowizyjna była protezą dla naszego wzroku, żeby spojrzeć dalej, niż biologia nam pozwala – tak metoda naukowa stała się protezą dla naszego umysłu, narzędziem, aby wykroczyć poza nasze uprzedzenia, przekonania i niedoskonałości w myśleniu. Z tą optymistyczną myślą pozostawiam współplemieńców.
