KONKURS "Czarne lato. Australia płonie" | Małopolskie Centrum Nauki Cogiteon

Skip links

KONKURS “Czarne lato. Australia płonie”

Udostępnij

Którego gatunku drzewa, reprezentującego polską florę, brakowałoby Ci najbardziej i dlaczego?

Wystarczy krótko odpowiedzieć na powyższe pytanie, a wiadomość przesłać na adres konkurs@cogiteon.pl, aby wziąć udział w konkursie. Do wygrania jest 5 książek “Czarne lato. Australia płonie” z dedykacją autora – dr. hab. Szymona Drobniaka. Konkurs organizujemy we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Na odpowiedzi czekamy do 13 lutego.

Regulamin Konkursu Czarne lato Australia płonie (pdf)

Tomasz Kowalczyk i Szymon Drobinak zapraszają do udziału:

A skąd się wziął pomysł na zadanie konkursowe? Przeczytajcie relację Tomka Kowalczyka, naszego specjalisty ds. laboratorium przyrody, z Australii:

O celebrytkach i skandalu, ale najpierw…

Zdjęcie przedstawiające ogród botaniczny. Z lewej strony stoi mężczyzna z aparatem fotograficznym, z prawej widać fragment drzewa - wolemii.

Paleobotanika to dział biologii zajmujący się roślinami, po których w dzisiejszych czasach znajdujemy tylko ślady kopalne (są to przeróżne odciski, skamieniałości itp).  Możemy ją uznawać za córkę paleontologii i dla wielu… mniej ciekawą siostrę paleozoologii (to ta nauka, która zajmuje się między innymi dinozaurami).

Czasem jednak zdarzy się, że obiekt badań jednej z „paleonauk” ożywa! Tak było w 1994 roku, kiedy David Noble w jednym z niedostępnych wąwozów australijskiego parku narodowego Wollemi (zaledwie 150 km od Sydney!) znalazł kilka drzew, których przynależności gatunkowej nie był w stanie określić… to mogło oznaczać dwie rzeczy: albo Noble podszedł do swojej botanicznej edukacji z pewną nonszalancją, albo miał do czynienia z nowym gatunkiem. W tym przypadku była to ta druga opcja!

Świat naukowy znał podobne rośliny od wielu lat, ale… wyłącznie pod postacią skamieniałych fragmentów liczących minimum 2 miliony lat. Uważano więc, że tego typu rośliny wyginęły. Odkrycie żywych okazów wollemii szlachetnej (bo tak nowy gatunek został nazwany) spowodowało poruszenie porównywalne z tym, które powstałoby na instagramie, gdyby krakowskimi alejami przespacerował się prawdziwy dinozaur.

Sama roślina stała się australijską gwiazdą, gościła na salonach (jako prezent australijskich polityków wręczany znaczącym dygnitarzom), wywoływała też skandale! Kontrowersje dotyczyły nazwy łacińskiej – Wollemia nobilis, która pozornie może pochodzić od łacińskiego słowa „nobilis” – szlachetny, choć tak naprawdę wzięła się od nazwiska odkrywcy i autora nazwy – co może być odbierane jako nieskromne i niezbyt spodobało się obecnym przy odkryciu współpracownikom Davida Noble’a).

Lokalizacja naturalnego stanowiska gatunku jest utajniona. W czasie pożarów na przełomie lat 2019/2020 stanowisko to było poważanie zagrożone. O zachowanie unikatowej rośliny walczyła specjalnie powołana jednostka strażaków i pracowników parku narodowego. W celach ratunkowych zamontowano nawet specjalny system nawadniający!

Zdjęcie przestawiające wolemię.

Wolemia szlachetna (Wollemia nobilis) – osiągające do 40 metrów wysokości i ponad 1m średnicy pnia drzewo nagonasienne należące do rodziny araukariowatych – co oznacza, że ma niewiele wspólnego z sosnami, chociaż w języku angielskim funkcjonuje pod nazwą wollemi pine (dosł. sosna wolemia). Obecnie w naturze nie występuje więcej niż 100 drzew. Po odkryciu rośliny przez Davida Noble’a naukowcy m.in. z Royal Botanic Garden w Sydney rozpoczęli program badań i namnażania wolemii. Pierwsza posadzona ręką człowieka wolemia rośnie od 1998 roku właśnie w ogrodzie botanicznym w Sydney (możesz ją zobaczyć na zdjęciach). Obecnie wolemię można kupić i hodować we własnym ogrodzie i to nie tylko w Australii.

Tekst: Tomasz Kowalczyk

Nagrodzone wypowiedzi z filmowym komentarzem

“Myśląc o utracie któregoś z gatunków drzew, po kolei wyobrażałam sobie brak lip, jodeł, sosen, grabów, osik. I z każdą taką myślą narastało poczucie wydziedziczenia. Czy miałyby zniknąć lokalnie, czy wyginąć?
Jeśli to byłoby przesuwanie zasięgu występowania, jak dzieje się ze świerkami, które mają coraz trudniej, pewnie towarzyszyłyby temu mniejsze emocje niż w przypadku nagłej katastrofy. Można zawsze pielgrzymować w rejony borealne, a tęsknota za szumem świerków takim, jak potrafi się przetaczać przez Puszczę Białowieską nie byłaby ostateczna. Krajobraz by się zmienił, ale natura nie pozwoliłaby na pustkę.
Jednak gdyby któryś gatunek zniknął na zawsze? Nie umiem objąć takiej klęski, nawet wiedząc co prawie spotkało wiązy. Ani wybrać jednego gatunku, którego byłoby mi najbardziej brak. Myślę za to z troską o kilku drzewach, które darzę najsilniejszym uczuciem: pewnym buku z Puszczy Bukowej – olbrzymiej szarej kolumnie, rozłożystym kasztanowcu w wysiedlonej wsi nieopodal Kampinosu, pomnikowej topoli z nadwiślańskich łęgów i wierzbie płaczącej, która rośnie niedaleko mojego domu. Chcę życzyć im zdrowia na te trudne czasy”.
“Najbardziej brakowałoby mi – ba, już mi brakuje TRZEŚNI, czyli wiśni ptasiej, popularnej czereśni 🙂
Kiedyś było Jej więcej, rosły sobie w czyżniach, czyli niezwykle bioróżnorodnych, wielogatunkowych zaroślach, w lasach leśnicy sadzili ją w grupach biocenotycznych, z których korzystały zwierzęta leśne, w terenach otwartych wzbogacały krajobraz, ciesząc nasze oczy i węch podczas wiosennego kwitnienia. Z dojrzałego drzewa korzystały dziuplaki, zajadając się owocami, choć dla nas – ludzi owoce oj mocno gorzkie, cierpkie 😉
Sędziwe trześnie starzały się dumnie, nikomu nie przeszkadzając, do końca pełniąc swoją rolę w ekosystemie i do ostatniego swego tchnienia wydawały owoce. Tak, trześni brakowałoby mi najbardziej”
“Od 25 lat, raz na jakiś czas, śni mi się ten sam sen:
Świeci słońce, jest ciepły, wczesnowiosenny dzień, z poczuciem lekkości i zaciekawienia wchodzę polną drogą w aleję prastarych buków, potężnych i fantastycznie powykręcanych, z ledwo rozwiniętymi, młodziutkimi listkami. Nigdy nie docieram do końca, nie wiem co jest dalej i nieodmiennie budzę się z przekonaniem, że nie potrzebuję tego wiedzieć…
Ktoś mówi “las”, a ja zawsze, w pierwszej chwili myślę buczyna – srebrna kora prostych pni na łagodnym stoku, powykrzywiane posępne sylwetki we mgle tuż pod szczytem, wiosenna soczystozieloność i jesienna złocistość widziana z sąsiedniego grzbietu… nie potrafię oddać słowami jak bardzo przenika mnie ten las, jak za nim tęsknię gdy w nim nie jestem i jak bardzo się cieszę kiedy do niego wracam…”
“Już samo pytanie i wyobrażenie sobie, że jakiegoś drzewa mogłoby by nie być jest dla mnie bardzo bolesne…
Mam więc nadzieję, że to tylko teoretyczne rozważania i nigdy nie będziemy musieli (my jako ludzie) na nie odpowiadać
i doświadczać takiego widoku, bo drzewa będą trwać wiecznie.
Dla mnie, takim magicznym i wyjątkowym drzewem jest nasz polski piękny modrzew. Widziałam go całe dzieciństwo z okna mojego pokoju w rodzinnym domu, zaglądał sobie do mnie codziennie obwieszczając kolejne pory roku, bo jest to drzewo po którym bardzo wyraźnie je widać. To też stanowi o jego wyjątkowości, toż to przecież <iglak>, a jednak zrzuca igły – jak żaden inny jego iglasty brat 😊
Oczywistym było więc dla mnie, że będzie pierwszym drzewem jakie zasadzę na własnej działce. Tak się też stało, i teraz cieszy oko szybko pnąc się w górę (przyrost też jest jego niewątpliwą zaletą).
Tylko dom jeszcze nie zbudowany, ale przynajmniej wiem na pewno gdzie będzie okno mojego pokoju w tym domu (oczywiście tak, aby modrzewiowi było wygodnie do mnie zaglądać 😊)

“Najbardziej brakowałoby mi lipy, ze względu na jej wyjątkową symetrię. Niemal wszystkie drzewa liściaste na dziecięcych rysunkach, to przecież lipy. Ponadto, gdyby nie lipa, pod czyimś liściem, usiadłbym, by odpocząć sobie?”

Return to top of page
Przejdź do treści