Skip links

Nauka w sztuce. Astronom, geograf, a może…? cz.2

Udostępnij

Niderlandy, miasto Delft. Mistrz Johannes Vermeer maluje dwa dzieła przedstawiające szczególny moment pracy naukowej – olśnienie, natchnienie, odkrycie tajemnicy. Gdy powiążemy je z Delft i osadzimy w konkretnych czasach, może wydawać się, że bohaterem tych obrazów jest…


Czytaj od początku: Część 1  “Nauka w sztuce. Astronom, geograf, a może…?” 

Dwóch mistrzów
Gdy z początkiem lat 60. XVII wieku Vermeer wkraczał w złoty okres swojej twórczości, malując między innymi: „Mleczarkę” (1657-61) oraz „Kobietę z naszyjnikiem pereł” (1662-65 – daty są orientacyjne, artysta nie datował większości swoich obrazów) Antoni van Leeuwenhoek był jeszcze postacią docenianą lokalnie. Dopiero w 1673 roku brytyjskie towarzystwo naukowe Royal Society opublikowało jego pierwszy list, w którym informuje o swoich obserwacjach. Od tego czasu kariera Holendra nabrała gwałtownego rozpędu. Jej punktem kulminacyjnym stało się, otrzymane w 1680 roku, zaproszenie do wejścia w skład Royal Society.  Van Leeuwenhoek był jednym z pierwszych zagranicznych naukowców uhonorowanych tym zaszczytem. W 1664 roku zaproszenie do wejścia w skład Royal Society, jako pierwsza osoba spoza Wielkiej Brytanii, otrzymał Jan Heweliusz.
Jan Verkolje – “Portret Antoniego van Leeuwenhoek”, ok. 1680, Museum Boerhaave, Lejda
Lata 60. to dla van Leeuwenhoeka, oprócz systematycznej pracy w zaciszu domowego warsztatu, czas zaangażowania w sprawy miasta i kraju. W 1660 roku otrzymał lukratywną posadę w administracji i sądownictwie Delft. Kilka lat później zdobył uprawnienia geodety, nadzorował też import wina w mieście. Niekoniecznie więc Vermeer mógł znać go jako specjalistę od mikroskopów.
Istnieją zasadne przypuszczenia, że to właśnie trzydziestoparoletni van Leeuwenhoek jest „przyłapanym” w chwili skupienia i olśnienia geografem oraz astronomem z obrazów Vermeera.
Choć Delft było ważnym miastem w Niderlandach tamtego czasu – to jednak, wnioskując choćby z liczby mieszkańców (ok. 24 tys.), nie ma wątpliwości, że wielu z mieszczan rozpoznawało się na ulicy. W przypadku obu twórców jest to tym bardziej możliwe, że ich rodziny zajmowały się tą samą branżą – tekstyliami.
Bezpośrednich dowodów na znajomość obu panów jednak nie ma. Jedyny, który może być z takimi kontaktami kojarzony, dotyczy czasów już po śmierci malarza. W 1676 roku van Leeuwenhoek został wyznaczony na administratora podziału majątku nieżyjącego artysty pośród jego licznych wierzycieli. Ze swego komorniczego zadania wywiązał się sumiennie, nad czym z pewnością musiała boleć zubożała Catharina Bolnes, wdowa po malarzu.
Mapa Delft, 1649, autor: Willem Janszoon Blaeu
Niewątpliwie obaj słynni mieszkańcy Delft przejawiali zainteresowania mapami i odwzorowaniem przestrzeni – widać to poprzez elementy obecne w obrazach Vermeera, stanowią one także trzon geodezyjnej kariery van Leeuwenhoeka. Tak, jak niderlandzki konstruktor mikroskopów, także Vermeer interesował się optyką. Wśród biografów pojawiają się np. doniesienia o możliwym wykorzystaniu przez malarza camera obscura – przyrządu pozwalającego uzyskać obraz odbity na ściance zaciemnionego pudełka, wyposażonego w mały otwór na jednym z boków.
Ale dlaczego miałby Vermeer przedstawiać swego krajana pod postaciami geografa i astronoma? Być może wynikało to z faktu, że w okresie, gdy powstawały obrazy van Leeuwenhoek nie był jeszcze znany ze swych mikroskopowych fascynacji, natomiast wiedziano, że przejawiał rozliczne pasje naukowe. Nawet wiele lat później, po śmierci w 1723 roku,  van Leeuwenhoek został opisany jako „wykwalifikowany w dziedzinie nawigacji, astronomii, matematyki, filozofii i nauk przyrodniczych”. W dawnych wiekach, czasach naukowców-polimatów, specjalizacja w danej dyscyplinie wiedzy nie była aż tak wyrazista, jak to wygląda obecnie.
Strona tytułowa “Arcana naturae detecta” van Leeuwenhoeka, publikacja Royal Society
W momencie, kiedy powstawał „Astronom” i „Geograf” van Leeuwenhoek miał około 36 lat, co mniej więcej zgadza się z wiekiem bohatera obrazów Vermeera. Dwadzieścia lat później inny malarz z Delft – Jan Verkolje stworzył portret holenderskiego mistrza optyki. Trudno jednoznacznie ocenić podobieństwo między rzeczywistym van Leeuwenhoekiem w wieku 56 lat (Verkolje), a tym prawdopodobnym z obrazów Vermeera, gdy miał lat 36. Dla jednych charakterystyczne są te same rysy twarzy (np. kształt nosa), inni zaś nie znajdują wielkich podobieństw między obiema postaciami.
Nasze śledztwo opiera się na poszlakach. Jego ostateczne rozstrzygniecie musiałoby być związane z odnalezieniem mocnych dowodów, np. nieznanych dotąd zapisków Vermeera czy listów van Leeuwenhoeka. Nawet jednak, gdyby okazało się, że to nie wytwórca mikroskopów z Delft jest uwidoczniony w dziełach Vermeera, to z pewnością ten astronom lub geograf przyłapany w chwili twórczego błysku może odzwierciedlać rzeczywistą postać van Leeuwenhoeka. W jego pracy taki błysk, a najpewniej wielokrotne błyski także miały miejsce. To błyski geniuszu, odbijające się w doskonale wypolerowanych soczewkach niesamowitych mikroskopów.

Ciekawe? Czytaj także: “Trzy miejsca zmartwychwstania”

Życie mikroskopowe
O swoim „pozamikroskopowym” życiu van Leeuwenhoek nie pisał zbyt wiele. „Nigdy nie pisał o swojej młodości, latach spędzonych w Amsterdamie, swojej wielopokoleniowej rodzinie, biznesie odzieżowym, praktykach religijnych czy obywatelskich obowiązkach. (…) Ale wiemy, co jadł i pił, a także znamy rośliny i zwierzęta, które były częścią jego codziennego życia, ponieważ zbadał je wszystkie w mikroskopijnych szczegółach. Wiemy dokładnie, jak spędził większość czasu. Przygotował próbki, soczewki oraz małe metalowe elementy i śruby, które je ze sobą łączyły. Spędził godziny, przeglądając je i robiąc notatki” – komentuje autor „Lens on Leeuwenhoek”.
Spirogyra (skrętnice)
Fot. Josef Reischig, powiększenie 300x, licencja CC BY-SA
W oficjalnej chronologii życia van Leeuwenhoeka trudno odnaleźć ten moment, który pchnął go w kierunku badań optycznych. Daty i ogólne zapiski w sposób powierzchowny zarysowują jego życie: rodzi się (1632), poślubia Barbarę de Meji (1654), Barbara umiera (1666), podróżuje do Anglii (1668), poślubią Kornelię Swalmius (1671) i wreszcie jest… rok 1674 – pierwsze udokumentowane obserwacje mikroświata. Po latach bohaterowie tej pierwszej obserwacji zostali zidentyfikowani jako zielone glony z rodzaju Spirogyra (skrętnice).
Jeszcze raz spójrzmy na „Astronoma” i spróbujmy sobie wyobrazić postać, która zamiast dotykać globus, przykłada oko do mikroskopu. Czyni to może nieco pospiesznie, może to drugie lub kolejne spojrzenie w nieznane dotąd obszary, może badacz chce potwierdzić to, co zobaczył chwilę wcześniej. A może to ten rzut oka, który upewnia go, że to nie sen, że to nie magia, że dzięki instrumentowi, który stworzył, widzi nowy świat. Ahoj kapitanie, wielkie lądy przed nami.
Potem naukowe wydarzenia w chronologii życia van Leeuwenhoeka stają się coraz wyraźniejsze. Obserwacje mikroskopijnych stworzeń w wodzie deszczowej (1675), przyjęcie w poczet Royal Society (1680), publikacja pierwszej części zbioru listów pod tytułem „Doświadczenia i rozważania na temat prawdy o niewidzialnym stworzeniu” (1684), która rozpoczyna cykl kilkudziesięciu wydawnictw ukazujących się od drugiej połowy lat 80. Same tytuły tych tekstów mówią wiele o tym, gdzie wędrowały oczy i umysł Holendra: „Niewidzialne tajemnice” (1685), „Nasiona drzew” (1685), „Naturalny cynober” (1686), „O prawdziwym krążeniu krwi” (1688), by dojść do „Ujawnionych tajemnic natury” (1695) i następnych mikroskopowych odkryć, notowanych aż do śmierci w 1723 roku.
Bakterie, szkic – Antoni van Leeuwenhoek, “Arcana naturae detecta”, 1695
To jest dopiero odkrycie, po raz pierwszy zobaczyć i przekonać się że istnieją, te animalcules – małe stworzenia, jak nazywał je naukowiec z Delft (choć nie on był twórcą tego słowa); zobaczyć te widoczne tylko w powiększeniu struktury, plamy, przenikające się linie, kształty i formy. Rybia łuska, włos z brody, włókno kokosa, nasiono fasoli, kości krowie, odnóże pszczoły – te i setki innych próbek zdradzały Holendrowi swoje sekrety.
I na koniec, wyobraźcie sobie, że dzięki Wam świat zagęszcza się, zmienia się, jest tu wszystkiego więcej i więcej. Świat już nie jest taki sam jak kiedyś. Pojawiają się w nim infusoria – maleńkie organizmy, ni to zwierzęta ni to rośliny, dziś zaliczane do protistów. Potem z dumą na scenę wkraczają bakterie reprezentowane przez widziane w mikroskopach van Leeuwenhoeka selenomonady, drobnoustroje żyjące w układzie pokarmowym zwierząt. Holenderski badacz wprowadza też w światła reflektorów wodniczki (wakuole) – wodne i mineralne magazyny komórek roślinnych oraz  powiadamia świat o istnieniu plemników (które widzi m.in. w nasieniu barana). Na tym co widzimy świat się nie kończy, on tam jest dopiero w połowie.
    * * *
Gdy będziecie kiedyś w Delft odwiedźcie Oude Kerk, kościół, w którym spoczywają dwaj wielcy wizjonerzy – Vermeer i van Leeuwenhoek – geniusze, których życiowe drogi przecięły się. Prawdopodobnie.
Return to top of page
Przejdź do treści