Skip links

Nauka w sztuce. Astronom, geograf, a może…? cz.1

Udostępnij

Niderlandy, miasto Delft. W złotym okresie holenderskiej sztuki na scenę nieśmiało wkracza wyciszone malarstwo Johannesa Vermeera. Na dwóch jego obrazach znajdujemy natchnionego naukowca. Kim jest ten człowiek? Co o nim wiemy?

Jest rok 1632. Mija mniej więcej sto lat od kiedy Niderlandy przeżywają dynamiczny rozwój gospodarczy. Lejda, Amsterdam, Haarlem czy Rotterdam bogacą się, a ich mieszkańcy pretendują do miana najbardziej wpływowych Europejczyków. Co ciekawe z ekonomicznym boomem nie idzie w parze polityczna niezależność. Tereny dzisiejszej Belgii i Holandii zależne są od rządów hiszpańskich. Do czasu.
Rok 1632
W położonym między Hagą a Rotterdamem zamożnym mieście Delft na świat przychodzi Johannes Vermeer.
Detal obrazu “U stręczycielki”, ok. 1656, domniemany autoportret Vermeera.
Ten wybitny artysta tworzy zadziwiająco spokojne dzieła – refleksyjne i chwytające momenty. Jego sceny nalewania mleka, czytania listu lub uchylania okna są kontrapunktem dla gwaru handlowych ulic Delft, portów i magazynów tętniących wrzawą obcych języków. Takie są też jego dwa obrazy, znane obecnie jako „Geograf” i „Astronom”.  To dzieła, wokół których koncentrować się będzie ta opowieść.
Vermeer da się poznać szerokiemu światu w połowie XVII wieku. Wtedy Niderlandy będą już w pełni niezależnym państwem. Hiszpania uzna ich niepodległość w 1648 roku, co zakończy krwawą Wojnę Osiemdziesięcioletnią.
W 1632 roku, pomimo stanu wojny (a może w związku z nim?), miasto Delft dynamicznie się rozwijało – było kwitnącym ośrodkiem kupieckim i przemysłowym. Jego zamożność wiązała się z prężnie działającymi fabrykami fajansu (zwanego „Delft-Blue”), tkanin i z browarami. Dobrobyt sprzyjał też rozwojowi sztuki. Oprócz Vermeera w Delft tworzyli m.in. Leonaert Bramer, Carel Fabritius i Pieter de Hooch – słynny portrecista uliczek i zakamarków miasta.
Rzeka i system kanałów zapewniały miastu połączenie z szerokim światem. Jego obywatele byli mocno zaangażowani w działania holenderskiej Kompanii Wschodnoindyjskiej, która eksplorowała obszary południowej i wschodniej Azji. Co piąty mieszkaniec miasta był cudzoziemcem, a jeszcze większą grupę tworzyli przybysze z innych prowincji Niderlandów. To było miasto otwarte.
Delft na obrazie Jana van der Heydena -“Kanał Oude Delft i Oude Kerk”, 1675
W pierwszej połowie XVII wieku Delft, miasto-okno na świat, zamieszkiwało około 24 tys. mieszkańców – tyle ile obecnie liczy podkrakowska Skawina. Skala metropolitalności zmieniła się nieco od tamtych czasów.
W październiku 1632 roku ochrzczono w Delft Antoniego van Leeuwenhoeka. Świat do dziś widzi w nim twórcę tych mikroskopów, przez które naprawdę wiele widać. W XVII wieku to była technologia kosmiczna. I holenderski badacz-wynalazca naprawdę wiele zobaczył. Van Leeuwenhoek nazywany jest człowiekiem – który „był Adamem w mikroskopijnym rajskim ogrodzie”, człowiekiem, od którego dokonań zaczęliśmy dostrzegać, że poza zasięgiem naszych nieuzbrojonych oczu istnieje złożony i barwny świat gronkowców, wiciowców, pantofelków, erytrocytów i kolonii drożdży.
Van Leeuwenhoek został ochrzczony cztery dni po chrzcie Vermeera. Oba te wydarzenia miały miejsce w Oude Kerk, głównej świątyni Delft.

Ciekawe? Czytaj także: “Nauka w sztuce. Marie-Anne, chemia i rewolucja!”

Ten moment
Obraz Vermeera „Astronom” powstał w 1668 roku. Patrząc na niego uczestniczymy w pełnym napięcia momencie. Ręka młodego badacza sięga ku gwiezdnemu globusowi. Doniosłości chwili dodaje wrażenie głębi – linie przedmiotów i wyposażenia wnętrza zbiegają się dokładnie w punkcie przecięcia przekątnych obrazu. To moment olśnienia, inspiracji, a może mistycznego wręcz dotknięcia naukowego przyrządu, czerpania natchnienia. Odkryłem, odkrywam…
Johannes Vermeer, “Astronom”, ok. 1668, Luwr
Astronom ubrany jest w cudzoziemską szatę, rodzaj japońskiego kimona, szczególnie popularny w środowisku uczonych tamtych czasów. Zestaw takich szat otrzymywali holenderscy kupcy odwiedzający cesarski pałac w Edo. Jest on z pewnością oznaką zamorskich aspiracji i holenderskiej potęgi. Innym symbolem wielkości Niderlandów jest piękny gwiezdny globus – efekt rozwoju sztuki kartograficznej i myśli naukowej w tym zakątku Europy. Vermeer namalował realnie istniejący globus. Pochodził on z pracowni Jodocusa Hondiusa, wybitnego holenderskiego kartografa, kontynuatora prac Mercatora oraz Orteliusa i rywala Willema Blaeu. Te nazwiska z pewnością zajmują miejsca w  pierwszej dziesiątce listy osobistości światowej kartografii.
Nauka i odkrycia stanowiły fundament rozwoju Niderlandów. W tamtych czasach był to kraj w ciągłej budowie, kraj potrzebujący praktycznych rozwiązań i doskonałych urządzeń. Holenderska kartografia i inżynieria wykorzystywane były w wojnie wyzwoleńczej z Hiszpanami. Potem przysłużyły się rozwojowi żeglugi dalekomorskiej, rekultywacji terenów i obrony przed zaborczym morzem, czekającym tylko, by „skorzystać z zaproszenia” do odwiedzenia licznych mokradeł i obszarów depresji.
W „Astronomie” odczytać można również „zmagania” naukowej awangardy z religijną tradycją. Na ścianie umieścił Vermeer obraz przedstawiający Mojżesza, uosabiającego starożytną mądrość. To patron wiedzy, która nie jest odkrywana przez obserwację i doświadczenia, ale przez odwołanie do tradycji i odwiecznych źródeł. „Należy pamiętać, że idea nauki jako spójnego przedsięwzięcia, jaką znamy dzisiaj, właśnie się pojawiła. Nauka musiała konkurować z głęboko zakorzenionymi filozoficznymi i religijnymi prawdami” – piszą autorzy doskonałego opracowania Essential Vermeer. Co ciekawe, jeszcze przez dziesiątki lat obraz ten funkcjonował wśród kolekcjonerów sztuki, jako „Astrolog” – w tamtych czasach była to profesja bardziej kojarząca się z wiedzą niż enigmatyczna osoba astronoma.
Johannes Vermeer “Geograf”, ok. 1668-69, Städelsches Kunstinstitut, Frankfurt
Niecały rok po „Astronomie” pracownię Vermeera opuścił „Geograf” – dzieło podobne w wymowie i pokrewne, jeśli chodzi o postać ludzką na niej przedstawioną. Na obu obrazach z bardzo dużym prawdopodobieństwem jest ten sam człowiek.
Znowu mamy do czynienia z perspektywą, która wciąga widza. Tytułowy geograf także nosi japońską szatę i także pokazany jest w jednej, szczególnej chwili. Jego twarz jest delikatnie rozmyta – jakby był w ruchu. Geograf mruży oczy – może to promienie słoneczne wpadające przez okno, a może moment zamyślenia lub zawahania. Ponownie na obrazie widzimy globus, także ten pochodzi z warsztatu Hondiusa. I znowu mamy ukłon malarza w stronę holenderskich osiągnięć; globus pokazuje obszary wokół Oceanu Indyjskiego, terytoria, gdzie działała Kompania Wschodnioindyjska. Zaś ścienna mapa ukazana po prawej stronie (autorstwa Willema Jansza Blaeu)  przedstawia morskie wybrzeża Europy, miejsca które eksplorowali holenderscy kupcy.
„Astronoma” i „Geografa” śmiało można traktować jako bliźniacze dzieła: ta sama technika malarska, te same atrybuty, podobne akcenty związane z nauką, odkrywaniem i Niderlandami. I ten sam człowiek – główny bohater. Kim on jest?
Return to top of page
Skip to content